Forum Bractwa Rivendell Strona Główna Forum Bractwa Rivendell
Mae govannen mellon... witamy na forum poświęconym Eldarom przy Bractwie Rivendell (Heren Nalmiristo: www.bractwo-rivendell.pl)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Drużyna Pierścienia na krakowskich Błoniach
Autor Wiadomość
Ivellios Mirimafëa 
Kronikarz Czerwonej Księgi


Plemię: Noldor
Ulubiona Era: Pierwsza
Narodziny: Yunquëa Víressë 23. (I)
Wiek: 32
Dołączył: 25 Maj 2005
Posty: 5291
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-06-01, 21:32   Drużyna Pierścienia na krakowskich Błoniach

Pozwalam sobie poniżej wkleić własną recenzję z koncertu jaki odbył sięw minioną sobotę na naszych błoniach :)

W sobotę, 31. maja 2008, jak wiadomo wszystkim stałym czytelnikom Elendilionu, na Błoniach krakowskich odbył się plenerowy koncert muzyki Howarda Shore'a do filmu Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia. Pokazy tego typu miały już miejsce na świecie i za każdym razem cieszyły się dużym powodzeniem. Trzeba przyznać, że tego typu atrakcja, wchodząca w skład Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie, musiała też siłą rzeczy się udać. Dzięki Elendilionowi, a także zsynchronizowanej pracy naszych wspaniałych Elendilich na forum, udało się zorganizować grupowe spotkanie na tym właśnie pokazie.


Recenzje zwykle zaczynać się winno od początku wydarzeń, ja jednak postanowiłem wspomnieć najpierw o końcu. Gdy wyszedłem z sektora, w którym oglądaliśmy pokaz, od razu zaświtała mi myśl: "Trzeba o tym napisać i powiedzieć innym jak było". To też teraz czynię (a to pierwszy mój wpis na Elendilionie :) ).

Wróćmy jednak do początku. Do magicznej godziny 18, gdy Elendili dotarli (w kawałkach) na miejsce wydarzenia - pod sektor A1. Zebrała nas się tam ostatecznie siła 27 osób (a przynajmniej statystyki tak wspominają). Zwartą do granic możliwości grupą staraliśmy się trzymać miejsce przy jednym z dwóch wejść do sektora. Konkurencja z początku niezauważalna (ledwo parę osób), wraz ze zbliżaniem się godziny 20. stawała się co raz liczniejsza. Ostatecznie jednak udało nam się dostać na dobre miejsca i każdy mógł wygodnie oglądać film, a co najważniejsze słuchać muzyki. Warto tutaj zaznaczyć, iż bardziej był to koncert muzyki niż pokaz filmu. Rzeczywiście cały film był pokazany od początku do końca, jednak pośród dźwięków dominowała muzyka z filmu, co być może nie do końca było zamiarem organizatorów.

Kwadrans po 21 miejsca swoje zajęli wykonawcy. Zaczęło się! Nie ma sensu tutaj opisywać jak, co po kolei było, bo film przecież każdy zna. Chciałem w tym tekście poruszyć raczej kilka kwestii, które może nie uszły uwadze innym obecnym na koncercie.

Po pierwsze muzyka. Była zagrana wspaniale. Orkiestra przygotowała się solidnie do gry, wchodzili zawsze kiedy trzeba było (tutaj honory trzeba oddać dyrygentowi - Ludwigowi Wickiemu), grali spójnie i głośno, jak na koncert przystało. W pewnym momencie usterka wdała się w nagłośnienie i całe głośniki padły. Orkiestra grała jednak dalej nie wzruszona, a w tym momencie wszyscy mogli się przekonać jak pięknie brzmi muzyka filmowa grana bez nagłośnienia. Usterka do wad mogłaby być zaliczona spotkania, ale przecież wypadki losowe się zdarzają.

A teraz poważniejsze wytyki. Chóry były niedopracowane lub też po prostu zmienione. Jeżeli zmiana była zamierzona i kontrolowana przez Shore'a, to jeszcze mogę się z tym zgodzić. Jednak nie uszedł mojej uwadze, jako namiętnemu słuchaczowi muzyki do tego filmu, fakt, iż w kilku miejscach śpiewy były skrócone lub zaczynały się od drugiego wersu. Brakowało mi także wyraźnie talerzy, które pojawiały się bardzo sporadycznie, zamiast w każdym miejscu, gdzie w prawdziwej ścieżce dźwiękowej były. Chór chłopięcy śpiewał bardzo ładnie, a trzej chłopcy, którzy śpiewali partie solowe spisali się na piątkę. Przy jednej z takich partii wdarł się fałsz, ale zaraz zniknął i dalej śpiewali perfekcyjnie. Trochę uderzył mnie styl śpiewu chóru podczas przeprawy przez Morię. Chór wydawał się wybrakowany, jakby brakowało tam kilku basów, którzy ciągnęli by dźwięki w dół. Śpiewane było to zatem za wysoko (sumarczynie), a głosy ich brzmiały zbyt czysto, bez jakichkolwiek ech.

Jeżlei chodzi o sam film. Trudno coś o nim ciekawego powiedzieć. Film w formie niezmienionej, choć w paru momentach wydawało mi się, że dodano pojedyńcze ujęcia nie pokazywane w kinie. Film oczywiście był świetny (bo tu nic nie ruszano), ale tłumaczenie... Przykro mi stwierdzić, ale ktoś kto tworzył napisy do filmu, powinien się wstydzić. Nie wypowiem się już tutaj rozlegle na temat tego, że w wielu miejscach tłumaczenie (choć spójne z logiką sceny) nie pokrywało się zupełnie z kwestiami wypowiadanymi w oryginale. Jednak to było niczym w porównaniui z takimi kwiatkami jak: "Uruk-hai to połączenie orków i goblinów" oraz momentu, gdy Aragorn skacze na Uruk-hai krzycząc Elendil (było to ważnym fragmentem dla Elendilich, a co za tym idzie nie uszedł ich uwadze ten błąd) miał na dole napis od tłumacza: "Elendir". Na mój gust tłumacz po prostu pisał tłumaczenie ze słuchu i to w pośpiechu. Bardzo szkoda!

Żeby jednak nie było, że obrywa się tylko organizatorom, pozwolę sobie pomarudzić na publiczność. Na prawdę zdenerwowałem się gdy zobaczyłem pierwszą rzecz: ludzie tam przyszli jak do kina na film, a nie jak do filharmonii na muzykę. Gdy tylko pojawiły się napisy, przynajmniej ćwierć sektora po prostu sobie zaczęła wychodzić ignorując fakt, że orkiestra gra do napisów oraz śpiewa Keitlyn Lusk (USA), która przyjechała także specjalnie by zaśpiewać tę partię. Jakby tego było mało już w połowie pierwszej wzrotki ("May it be") ludzie wstali i zaczęli klaskać, jakby nie wiedzieli, że koncert jeszcze się nie skończył. Klaskanie zagłuszyło śpiew gościa, a także kolejny śpiew chóru chłopięcego. Najprzyjemniejsze z fragmentów ścieżki dźwiękowej zostały zniszczone przez zupełny brak kultury ludzi. Zapomnieli oni wyraźnie (lub też w ogóle sprawy sobie nie zdawali), że przyszli na koncert muzyczny, muzyki filmowej, który kończy się nie z napisami filmu, lecz wraz z ostatnią nutą, a oklaski powinny być rozdawane dopiero gdy dyrygent oraz orkiestra kłania się publiczności. Widać znaczna większość masy, nie miała na tyle rozwiniętej kultury osobistej, by to zrozumieć. Szkoda, szkoda! Na tym jednak nie koniec. Gdy muzyka skończyła się ostatecznie (a więc po około 10 minutach stojących oklasków, spośród których muzyka ledwo mogła się przedrzeć), ludzie zaczęli się zachowywać jak na koncercie rockowym: gwizdać, piszczeć, krzyczeć i szaleć. Zupełnie jakby zapomnieli, że muzyka filmowa bardzo mocno związana jest z muzyką poważną. Brakowało tylko, żeby zaczęły na scenę lecieć co bardziej intymne elementy garderoby. Mnie osobiście prawie ucho ogłuchło od krzyków pewnej pani kilka krzeseł dalej. Ten wywód mogę zakończyć jedynie określeniem: Wstyd mi za ten naród!

Podsumowując, muszę stwierdzić, że sam koncert był wyśmienitym przeżyciem. Każdemu życzę, by mógł jeden z ulubionych filmów zobaczyć w tak pięknej, żywej oprawie muzycznej, która przenika aż do głębin umysłu i serca. Orkiestra dała z siebie wszystko i to było widać. Oglądnięcie filmu, słuchanie muzyki na żywo, z prawdziwą czystością dźwięku, do tego w otoczeniu gwiazd (gdyż pogoda bardzo dopisała), dało niesamowite wrażenie, które zapamiętam do końca życia. Mam nadzieję, że znowu pojawi się pomysł takiego plenerowego koncertu dla kolejnych części Władcy Pierścieni, lecz tym razem ludzie zachowają się bardziej kulturalnie.


Źródło: www.czytaj.elendili.pl
_________________


Jest takie miejsce, zwane „niebiosami", gdzie można dokończyć rozpoczęte tu dobro, gdzie spełniają się nie napisane opowieści i nie spełnione nadzieje. -- J.R.R. Tolkien

Aragorn I take to be my liege lord whether he claim it or no, and any wish from him to me is a command. -- Prince Imrahil
 
 
   
 
Elyoness
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-08, 18:55   

Mam nadzieję że nie uczynię błędu, komentując tę recenzję.
Byłam na koncercie od początku do końca (występował tam z resztą jako chórzysta znajomy mojej siostry). świetnie jest móc przeżywać film w grupie, w miłej atmosferze. Było naprawdę przecudownie. Ta muzyka, ten śpiew...A najlepsze były te spontaniczne, ludzkie reakcje. Pamiętam na przykład,że gdy Aragorn odcina (scenie śmierci Boromira) dowódcy Uruk-hai rękę, a potem głowę, ludzie wszczęli wielką owację, rozległy się okrzyki radości i doping. Było naprawdę świetnie...
Ostatnio zmieniony przez Elyoness 2008-06-09, 17:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ivellios Mirimafëa 
Kronikarz Czerwonej Księgi


Plemię: Noldor
Ulubiona Era: Pierwsza
Narodziny: Yunquëa Víressë 23. (I)
Wiek: 32
Dołączył: 25 Maj 2005
Posty: 5291
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-06-09, 11:12   

Elyoness napisał/a:
A najlepsze były te spontaniczne, ludzkie reakcje. Pamiętam na przykład,że gdy Aragorn odcina (scenie śmierci Boromira) dowódcy Urug-hai rękę, a potem głowę, ludzie wszczęli wielką owację, rozległy się okrzyki radości i doping. Było naprawdę świetnie...


1) UruK-hai
2) Nie pamiętam, żeby taka reakcja miała miejsce. Ale może i lepiej. Recenzja byłaby gorsza....
_________________


Jest takie miejsce, zwane „niebiosami", gdzie można dokończyć rozpoczęte tu dobro, gdzie spełniają się nie napisane opowieści i nie spełnione nadzieje. -- J.R.R. Tolkien

Aragorn I take to be my liege lord whether he claim it or no, and any wish from him to me is a command. -- Prince Imrahil
 
 
   
 
Liadon 
Włócznią Ugodzony


Plemię: Nandor
Ulubiona Era: Druga
Narodziny: Yucainen Tatya Nórui 480 (I)
Wiek: 28
Dołączył: 03 Sty 2006
Posty: 750
Skąd: Ossiriand
Wysłany: 2008-06-09, 21:23   

JA nie widzialem tego i w sumie nie mam co gadać, ale i tak powiem :P Nienawidze jak ktoś klaszcze w kinie... po prostu zgroza. Teatr to jak najbardziej rozumiem. A podczas śmierci Boromira to ja sobie tego nie wyobrażam już w ogóle. Przy takiej podnioslej i wzruszającej scenie gdy Spadkobierca tronu mówi Synowi namiestkina że spotkają sie razem i ich mieści... Doping i owacja...
_________________
Tropiciel z Lindonu

 
   
 
dziki 
Przyjaciel Entów


Wiek: 52
Dołączył: 28 Maj 2006
Posty: 1145
Skąd: gliwice-lothlórien
Wysłany: 2008-06-10, 23:25   

Mh...ja uważam, że jeśli, odbyło się ze spontanicznej reakcji fanów, to... jak najbardziej na miejscu i będąc samemu na owym spektaklu skandowałbym, ot ...spontanicznie! Czego żałuję, nie mogłem zrobić i ... właściwie może zamilknę, bo nie byłem.... i ..dostanie mi się co nie co! Do czego jestem przyzwyczajony jakem Dziki w oczekiwaniu na płytkę z ...musicalu "Lord of the ..." :mrgreen: :-({|= Polecam!! Kupujcie puki jeszcze jest dostępna! Czyli CD i DVD w jednym! :fiufiu:
_________________
Strażnik z Lothlórien
 
 
 
Elwathi
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-12, 22:10   

W kinie - owszem, to nie pasuje, ale Liadonie, zauważ, że to była prawie filharmonia, więc bliżej temu było do teatru, niż kina... Choć, fakt, nienawidzę, gdy ludzie zaczynają klaskać w filharmonii, czasami w najbardziej wzruszających momentach, gdy rozpływam się przy każdej nucie i drżę przy każdym uderzeniu harfy, czy pociągnięciu smyczka... To zepsułoby mi cały koncert, cały występ. Na szczęście zdarza się to bardzo rzadko, prawie nigdy... A moment śmierci Boromira jest najbardziej wzruszającym momentem z całego filmu i klaskanie w tym momencie wywołałoby u mnie falę gniewu i łez z bezsilności i faktu, że przez ludzi nie potrafiłabym docenić takiego wydarzenia, na które na pewno czekałabym bardzo długo...
 
 
dziki 
Przyjaciel Entów


Wiek: 52
Dołączył: 28 Maj 2006
Posty: 1145
Skąd: gliwice-lothlórien
Wysłany: 2008-06-19, 21:37   

Cóż...skandowanie! Przecież, to nie był typowy seans kinowy, a bardziej koncert! Więc nie rozumiem! Tzn. na koncercie nie możemy być spontaniczni? Dziki jako młodzian włóczył się trochę po polsce i był na wielu ciekawych imprezach! TGD w Zabrzu! Spektakl, że gałki oczne wychodzą na wierzch! :shock: Kończy się impreza, a ludzicha mają to gdzieś i klaszczą ok 20 min. aż pan Edgar wzruszony - nadomiar złego w rękawiczkach, bo to była zima i oczywiście zastrajkowało ogrzewanie! A tak właściwie, to już miał odbyć się drugi koncert od ok 10 min.! - wypadł z ekipą i .... Nie byłem na imprezie krakowskiej, ale całkiem rozumiem zachowanie fanów i skandowanie! Myślę, że dla orkiestry, to też jest ważne i bez względu, czy byli słyszalni, czy nie, dla nich nie pieniążki są satysfakcją takiego grania, a spontaniczność publiczności! Bo to znaczyło, że zdołali wszystkich porwać w świat cudnej muzy! :-({|=
_________________
Strażnik z Lothlórien
 
 
 
Ivellios Mirimafëa 
Kronikarz Czerwonej Księgi


Plemię: Noldor
Ulubiona Era: Pierwsza
Narodziny: Yunquëa Víressë 23. (I)
Wiek: 32
Dołączył: 25 Maj 2005
Posty: 5291
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-06-20, 13:22   

Tylko to nie był koncert rockowy, a właśnie koncert orkiestry filharmonii i tutaj obowiązują inne standardy, Dziki. Tymbardziej, że na koniec wszyscy klaskali i zagłuszali wokalistkę z USA, która została zaproszona i opłacona specjalnie dla kawałka "May it be"... co widać traci swój sens przy takiej publiczności....
_________________


Jest takie miejsce, zwane „niebiosami", gdzie można dokończyć rozpoczęte tu dobro, gdzie spełniają się nie napisane opowieści i nie spełnione nadzieje. -- J.R.R. Tolkien

Aragorn I take to be my liege lord whether he claim it or no, and any wish from him to me is a command. -- Prince Imrahil
 
 
   
 
dziki 
Przyjaciel Entów


Wiek: 52
Dołączył: 28 Maj 2006
Posty: 1145
Skąd: gliwice-lothlórien
Wysłany: 2008-06-20, 18:07   

Nie byłem, więc nie wypowiadam się do końca! TGD nie jest zespołem rockowym!!!! Ich koncerty, to pełne mistycyzmu i skupienia spektakle!( Wiele ich odbyło się w najsłynniejszych na świecie kościołach, katedrach, stąd to porównanie! ) A będąc w filharmonii, gdy pojawiały się słynne tematy, też zdarzyło mi się obserwować podobne owacje, które wręcz zagłuszały całe partie muzyczne i nikt z tego nie robił problemów, a dyrygenci wręcz czasami odwracali się uśmiechając do publiczności jakby dyrygowali oklaskami!
Ivellios...chyba troszkę jesteś przewrażliwiony! ;-) Poza tym, to formuła filmu wymuszała z pewnością owe owacje! Polecam koncert Howarda w dodatkach z "Powrotu Króla"!!!!! :-({|= :brawo:
_________________
Strażnik z Lothlórien
 
 
 
Elwathi
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-20, 22:57   

Mimo wszystko na koncert jakikolwiek idzie się, by słuchać muzyki, a nie reakcji publiczności... Ja bardzo chciałabym usłyszeć May it be na żywo. Niestety publiczność odebrałaby mi tę przyjemność... Widać, słabo byli wsłuchani, skoro napisy automatycznie spowodowały wyłączenie słuchu... Gdyby publiczność była tak wsłuchana w muzykę, jak mówisz, nawet nie zauważyłaby pojawienia się napisów...
 
 
dziki 
Przyjaciel Entów


Wiek: 52
Dołączył: 28 Maj 2006
Posty: 1145
Skąd: gliwice-lothlórien
Wysłany: 2008-06-21, 19:37   

Macie rację! Pełna dyscyplina!Zero reakcji! Pełna Elfia nostalgio-dyscyplina! Zero ukazywania uczuć! Ma być sterylnie i... jałowo...aż po .... Sam nie chodzę do kina ( bardzo rzadko! ) ze względu na panujące tam warunki od chrupania popcornu, siorbania coli itp napoi, gadania w czasie seansu, a gdy nawet zwróci się delikwentowi uwagę, to zaraz słychać stek przekleństw, bo ciemno i anonimowo.....ale... koncert i w ogóle forma koncertu, to troszkę coś innego i ....dobra niech Wam będzie potępię tych co uniosły ich skrzydła rozkoszy i rozpętali tą małą wojnę sami z pewnością nie zdając sobie z tego sprawy! :mrgreen:
_________________
Strażnik z Lothlórien
 
 
 
Liadon 
Włócznią Ugodzony


Plemię: Nandor
Ulubiona Era: Druga
Narodziny: Yucainen Tatya Nórui 480 (I)
Wiek: 28
Dołączył: 03 Sty 2006
Posty: 750
Skąd: Ossiriand
Wysłany: 2008-06-21, 22:03   

Jeśli by ich "uniosły skrzydła rozkoszy" to by nie szaleli tylko się delektowali tą chwilą... tak uważam. Ich mógł ponieść nurt wariacji...
_________________
Tropiciel z Lindonu

 
   
 
Elwathi
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-21, 23:10   

Zgadzam się w pełni z Liadem, Dziki. Gdyby ich porwał, to popłynęliby razem z nim... Zasłuchani w piękną muzykę, ze łzami w oczach, bez tchu z zachwytu, a wraz z wybrzmieniem ostatniej nuty (którą słuchaliby z bijącym mocno sercem) rozpoczęłaby się salwa oklasków... I to jaka... Wtedy wyszłyby na wierzch wszystkie uczucia i emocje... Oczywiście tych, którzy byliby w stanie je wyzwolić... Bo np ja, gdy jestem naprawdę zasłuchana i rozpływam się przy jakimś utworze np, to nawet, gdy się skończy czasem przez kilkanaście-kilkadziesiąt sekund rozsmakowuję się w nim i zajmuje mi trochę czasu zejście na ziemie... Może dlatego nie rozumiem tamtych ludzi.
 
 
Anlye
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-28, 20:26   

Żałuję, że nie udało mi się przybyć, mimo kupionego biletu.. Winić mogę tylko moich kochanych rodziców, cóż. Mam nadzieję, że okazja przeżycia takiego wydarzenia jeszcze mi się trafi, trzeba wierzyć..

Co do zachowania publiczności, to już nie pierwszy raz spotykam się z faktem, że jednak ludzie kompletnie nie wiedzą jak się zachowywać w niektórych miejscach. Bo raczej tego koncertu nie można uznać za zwykły kinowy pokaz.
Za każdym razem idąc do filharmonii, słyszę jak ktoś (czasem pojedyńcze osoby, czasem grupy ludzi) oklaskuje orkiestrę nim skończy grać. Ba, zdarza się i to osobom pełniącycm wysokie funkcje w naszym rządzie. Bodajże to było na koncercie orkiestry z Izraela pokazywanym w telewizji. To tak na marginesie, ech (;
 
 
Finrod 
Jeździec Na baryłce


Plemię: Noldor
Ulubiona Era: Pierwsza
Wiek: 26
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 212
Skąd: Mithlond
Wysłany: 2010-05-15, 09:48   

Na te koncerty na Błoniach w ramach Festiwalu Filmowego da się wejść na zasadzie kupienia biletu przy wejściu w dniu koncertu? Czy jest tam jakiś wyraźny limit, który w takim razie na pewno już się zdążył wyczerpać? Pytanie głównie do krakowian.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group