Forum Bractwa Rivendell Strona Główna Forum Bractwa Rivendell
Mae govannen mellon... witamy na forum poświęconym Eldarom przy Bractwie Rivendell (Heren Nalmiristo: www.bractwo-rivendell.pl)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Nie zabijaj!
Autor Wiadomość
Ivellios Mirimafëa 
Kronikarz Czerwonej Księgi


Plemię: Noldor
Ulubiona Era: Pierwsza
Narodziny: Yunquëa Víressë 23. (I)
Wiek: 32
Dołączył: 25 Maj 2005
Posty: 5291
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-06-17, 09:25   Nie zabijaj!

Miałem sen....
Nie pierwszy i nie ostatni jak podejrzewam....
Ale widziałem w nim armie, które chciały się zniszczyć...
Widziałem ludzi, którzy pragnęli śmierci dla tych drugich...
I ja byłem pośród nich...
I ja tam stałem i myślałem jak oni wszyscy...
A jednak inaczej!


Czy można zabijać? Wiara katolicka mówi, że nie wolno zabijać. Jest to jedno z przykazań! Pismo mówi też, że jeżeli zostaniemy uderzeni, to nie powinniśmy oddać, lecz nadstawić drugi policzek. Ale czy tak powinno być?
Gdybyśmy spojrzeli na to tak, że wszyscy ludzie z jednej strny barykady tak myślą, a drudzy nie, to gdzie teraz byśmy byli? Jeżeli jedni by nie patrzyli na te prawa i walczyli przeciw tym, którzy ich przestrzegają żyli byśmy zniewoleni przez tych nieuczciwych, czy tak?
Chodzi mi o to, że ludzie bili się w wojnach przez wiele stuleci. Cierpieli przy tym niewinni. Najczęściej dlatego, że to właśnie władze na górze się nie potrafiły dogadać. Więc walczyć musieli. Ale czy na pewno? Gdybym nie chciał walczyć. W czasie bitwy opóścił broń zginął ym na pewno, bo ten drugi by mnie zabił. Ale czy to jest tak jak ma być? Zatem mam walczyć i zabijać? Przecież zabijanie, choćby w obronie nadal jest zabijaniem!


Spotkałem go...
Był olbrzymi i silny, ale go pokonałem,
leżał na plecach a ja na nim z mieczem
do gardła mu go przycisnąłem
i śmierci jego pragnąłem, by cierpieniom ulżyć
innych ludzi...
Ale nie mogłem tego zrobić!


Wiele razy widzimy w filmach takie sytuacje. Ktoś przegrywa, inny daruje mu życie, a ten i tak ginie przypadkowo, gdy chce mimo wszystko zabić tego, kto mu darował życie. Ale w rzeczywistości takie przypadki to duża rzadkość. Czy zatem darować życie? A jeżeli nie, to co można zrobić z taką osobą, która raz po raz podnosi się na ciebie i chce cię zabić, choć ty raz po raz darujesz jej życie?



Tak wiem... mam problemy... ehhh....
_________________


Jest takie miejsce, zwane „niebiosami", gdzie można dokończyć rozpoczęte tu dobro, gdzie spełniają się nie napisane opowieści i nie spełnione nadzieje. -- J.R.R. Tolkien

Aragorn I take to be my liege lord whether he claim it or no, and any wish from him to me is a command. -- Prince Imrahil
 
 
   
 
Liadon 
Włócznią Ugodzony


Plemię: Nandor
Ulubiona Era: Druga
Narodziny: Yucainen Tatya Nórui 480 (I)
Wiek: 28
Dołączył: 03 Sty 2006
Posty: 750
Skąd: Ossiriand
Wysłany: 2008-06-17, 12:34   

trzeba powiedzieć sobie na wstępie że na wojnie nie ma morderców... (zbrodniarze wojenni to inna bajka) Na wojnie są żołnierze. Nawet jak atakujesz to to jest obrona. W społeczeństwie, w masie w której walka jest czymś normalnym jednostka która nagle zmienia swiatopogląd i nie walczy... ginie.

Darowanie życia... ech... ja mam na to taki przyklad. Mój pradziadek podczas I Wojny Światowej był konno na patrolu. Spotkał niemca który również wyruszył na patrol... Stali tak kilkadziesiąt metrow od siebie i żaden z nich nie sięgnął po broń. Obrócili się i odjechali każdy w swoją stronę. A przecież mogli się pozabijać... Czy darowali sobie życie? a może mój dziadek strzelając potem w stronę obozu niemieckiego zranil a nawet zabil tego zwiadowce. A może te kule które świszczaly mu nad głową gdy niemcy zajęli obóz wystrzelone były z broni tegoż zwiadowcy...

PS- Nie martw się Iv, ja też mam takie problemy.
_________________
Tropiciel z Lindonu

 
   
 
Faolion
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-17, 19:21   

"Nie ma morderców są żołnierze." Nie do końca się z tym zgodzę, zabicie kogoś zawsze będzie tym samym, a osoba je popełniająca mordercą. Co do wojny ew. zabójstwa w obronie własnej to nie usprawiedliwia to naszego (lub kogoś innego) czynu.
A z tym darowaniem życia, to wydaje mi się, że zabicie przeciwnika który leży na ziemi bez broni i czeka na swój los, jest co najmniej wredne. Rozumiem że jest wojna i ofiar nie da się uniknąć ale lepiej pokonać wroga w walce gdy ten ma broń w rękach niż gdy jest bezbronny.
Jeżeli chodzi o zbrodniarzy wojennych to dla nich można zrobić wyjątek i usunąć, niekoniecznie okrutnie ale jednak usunąć.
 
 
Razosłav 
Głos na Wielkiej Radzie


Wiek: 33
Dołączył: 15 Wrz 2006
Posty: 523
Skąd: Radogoszcz (naprawdę!)
Wysłany: 2008-06-18, 08:00   

Faolion, naczytałeś się za dużo heroic fantasy czy może tylko jesteś prawnikiem? Mam nadzieję, że nim nigdy nie zostaniesz, bo jeśli tak, to nadal będę się bał skutecznie bronić przed naćpanymi karkami (buławą na ten przykład) . Jak to szło? Ech... zabijesz bydlę, pójdziesz siedzieć jak za człowieka...

Ale generalnie: tak, ktoś tu ma problemy...
_________________
Śmiały atak to spore ryzyko. Atak nieśmiały to pewna śmierć.
 
 
Elwathi
[Usunięty]

Wysłany: 2008-06-18, 22:47   

Tak, sądzę, że to jest problem, szczególnie dla osób wierzących. Szczególnie sytuacja, kiedy mamy do wyboru zabić lub być zabitym. Bo co mówią przykazania? Nie zabijaj. Tak. Ale to przykazanie dotyczy innych, ale również siebie (to przykazanie dotyka również problemu narkotyków, alkoholu itp, to jest zabijanie siebie, czyli ZABIJANIE, a przykazanie mówi "Nie zabijaj"). Więc pozostaje moralny problem... Czyja śmierć jest "lepsza"? Osoba, z którą walczysz może mieć dokładnie takie same myśli, jak Ty, może wierzyć, że robi dobrze, zabijając Ciebie, a Ty myślisz to samo, zabijając jego... I co dalej? Zabić jego, choć przykazanie mówi, żeby tego nie robić, czy nie zabić go, zabijając siebie i również łamiąc przykazanie... Nie wiadomo, co Bóg miał na myśli i jak na to spojrzy podczas Sądu. Więc pozostają chyba tylko własne przemyślenia i moralne zasady, bo religia tego nie rozwikła. Kiedy wiesz, że możesz darować życie, samemu się przy tym nie narażając - OK, zrób to, powinieneś. A jeśli nie... To już zależy od Twojego sumienia i przekonania, co jest lepsze... Takie jest moje zdanie.
A tak schodząc na problemy mimo wszystko bardziej nam bliskie i dla większości bardziej prawdopodobne, to doszłam do wniosku, że gdyby ktoś wieczorem mnie napadł (nieważne, w jakim celu, wtedy się o tym nie myśli), a miałabym nóż w ręku (co czasami mi się zdarza, gdy zapomnę gazu lub nie mogę go znaleźć), to nie miałabym oporów, by w obronie własnej, odruchowo próbować gdzieś go wbić. I sądzę, że w takiej sytuacji nie zastanawiałabym się, gdzie, tylko próbowała wbić w cokolwiek, co będzie najbliżej... A mogłoby się zdarzyć, że przez to zabiłabym tego człowieka... Nie miałabym żadnych oporów, kierowałabym się czystym instynktem samozachowawczym, a co potem? Gdyby, nie daj Boże, zginął... Cóż... Widziałabym jego twarz przed oczami do końca życia i nie byłoby mi łatwo żyć ze świadomością, że ktoś z mojej ręki zginął, choć być może (nawet jeśli nie byłoby takiej możliwości, to tak bym myślała) dałoby się to załatwić inaczej (np. ucieczką, krzykiem etc). Chyba moje sumienie do końca życia byłoby splamione i spowiedź nic by mi nie dała, bo widziałabym jego krew na swoich rękach do końca... I w takim razie nie wiem, co dla mnie byłoby gorsze. Śmierć z jego ręki, czy te wątpliwości i wyrzuty sumienia... Nie znam siebie tak dobrze, ale może nawet nie potrafiłabym z tym żyć i życie sama bym sobie odebrała... Nie wiem tego. Wiem tylko, że byłaby to trauma na całe życie. Fuck! Po cholerę to piszę;] Nie o tym był temat. Pointa jest taka, że to zależy od naszego sumienia. Kropka :P Ive, jeśli to offtop, to śmiało pozwalam Ci to usunąć;]
 
 
Ivellios Mirimafëa 
Kronikarz Czerwonej Księgi


Plemię: Noldor
Ulubiona Era: Pierwsza
Narodziny: Yunquëa Víressë 23. (I)
Wiek: 32
Dołączył: 25 Maj 2005
Posty: 5291
Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-06-19, 10:45   

To nie był offtop... ten temat poruszyłem także właśnie dla przedyskutowania takich sytuacji.
Właśnie zastanawiam się, jak bym sam postąpił. Sumienie gryzłoby potem do końca życia. W końcu nie raz zabijamy ludzi, bo oni są po drugiej stronie i to nie koniecznie dlatego, że chcą, tylko muszą. Państwo im to nakazuje! Czy to jest w porządku? Dlaczego my mamy zabijać. Bo Państwo nam każe? Nie rozumiem sensu w ogóle mówienia o tym, że kraj jest katolicki, skoro ten sam kraj posłałby ludzi na wojnę. Nie mówię tutaj o obronie, bo to jeszcze jest dosyć logiczne. Bronić się można i powiedzmy, że jest to jakieś wyjaśnienie. W końcu sami nie atakują i wojny nie chcą, co za tym idzie nie zabijają. Ale jeżeli jakiś kraj jest związany z daną wiarą, nie tylko katolicką, i występuje przeciwko innemu krajowi, to przecież to jest atak. I to jest zabójstwo. Nie ważne jak tłumaczone ale jest.

Chodzi mi o to, że nie patrzę teraz na jednostkę jako taką, która zabija. Ale jeżeli się przyjmuje że cała narodowość jest danej wiary, to kraj generalnie też, a jednak idzie się do ataku (nie OBRONY) i sie na to nie patrzy. A z tego co wiem, ze służby wojskowej można być zwolnionym z powodów religijnych. Czy zatem nie powinni wszyscy się żołnierze wierzący zwolnić? Oczywiście na wypadek gdyby mieli walczyć jako ci agresorzy?
_________________


Jest takie miejsce, zwane „niebiosami", gdzie można dokończyć rozpoczęte tu dobro, gdzie spełniają się nie napisane opowieści i nie spełnione nadzieje. -- J.R.R. Tolkien

Aragorn I take to be my liege lord whether he claim it or no, and any wish from him to me is a command. -- Prince Imrahil
 
 
   
 
Finrod 
Jeździec Na baryłce


Plemię: Noldor
Ulubiona Era: Pierwsza
Wiek: 26
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 212
Skąd: Mithlond
Wysłany: 2008-06-19, 13:31   

Wojna w ogóle jest chorą sytuacją. Moim zdaniem nie da się jej pogodzić z sumieniem (jeśli się takie coś posiada).Zawsze po obu stronach walczą ludzie zmuszeni do walki, więc nigdy nie można być pewnym, że nie zabije się niewinnego człowieka. Podczas II wojny światowej paranoja ogarnęła przerażająco dużą cześć narodu niemieckiego, ale nie wszystkich (a walczyć miał każdy kto był w stanie). Niewiele brakowało, aby wysłano na front aktualnego papieża, a takich przypadków musiało być o wiele więcej.
Jeśli nie chce się zabijać to trzeba się sprzeciwiać wszelkim wojnom. Inaczej się nie da wybrnąć z problemu. A świat mógłby funkcjonować bez wojen, tylko wśród 6 miliardów ludzi znajdą się tacy, którzy myślą inaczej.
 
 
quend din
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-10, 22:07   

mnie próbowali zabić dla rozrywki,gdyby nie moja czujność zmiażdżyli by mi łeb a tak skończyło się (tylko) na wstrząsie mozgu i utraty ćwiczonej przez 3 lata zręczności

wiele ludzi to potwory gorsze od wielu tyranów.Lecz sam zabijam ziwerzęta jak trzeba np skrócić cierpienie(a ich życie jest mi bardzo drogie bo są mi przyjaciółmi którzy nigdy mnie nie zawiedli).Więc zabijanie jest straszne lecz czasem trzeba zabić nawet kogoś kogo kochamy właśnie żeby mu pomóc,a zabijanie dla zabawy jest czymś chorym
 
 
legomir
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-11, 07:25   

Sugerujesz, więc że taki tyran jakim był Mao Tze Tung jest lepszy od kogoś kto Cię uszkodził? Wiesz mi się zabicie kilku milionów ludzi w imię szalonego planu naprawy państwa? Z drugiej strony to ciekawe masz 13 lat i zabrało Ci sprawność na 3 lata tzn., że zakładając iż już ją odzyskałeś to w wieku 10 lat ktoś Cię chciał zabić dla zabawy? Dalej zabijasz zwierzęta, nie sądzę zabijają je w ubojni, a ty tylko je jesz no teoretycznie jesteś jeśli uznamy to za zły uczynek winien, bo na to przyzwalasz i możesz się zgadzać z poglądem wyrażonym w tym cytacie: "Jak możemy oczekiwać idealnych warunków na Ziemi, skoro nasze ciała są żywymi grobami pomordowanych zwierząt? Dopóki będą istniały rzeźnie, będę istniały i pola bitew." i jesteś winien wtedy moralnie za śmierć milionów istnień, ale fizycznie do tego nie przyłożyłeś ręki no chyba iż dręczysz zwierzęta? Mam nadzieje, że nie odpowiesz twierdząco, bo wtedy byłbyś do głębi hipokrytą... A co do zabijania dla kogoś dobra to świetna myśl:

"Cóż to za dziwne szaleństwo zabijać kogoś dla jego dobra" Lew Tołstoj.

I druga Tolkiena na, którego temat jest to forum;

"Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich im obdarzyć? Nie bądź tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmędrszy nie wszystko wie."
— John Ronald Reuel Tolkien
Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia

Pomyśl kimże właściwie jesteś, żeby decydować o tym komu żyć, a komu umierać? Dlaczego sądzisz, że zadając komuś śmierć robisz coś dobrego i jak on odczuje to dobro skoro już nie żyje? Jeśli wierzysz życie pozagrobowe to skąd wiesz czy nie przywołasz go za wcześnie tak gdzie go nie powinno być? Pewnie są nieliczne sytuacje gdzie śmierć jest lepsza od życia np. gdybyś został na poza frontem bez szans na przeżycie do wyboru mając ogromne cierpienie gdybyś zdychał na froncie lub tortury i powolne umieranie na nich gdyby znalazł Cię wróg albo śmierć choć nadzieja ginie ostatnia i pewnie być trochę poczekał myśląc może ktoś mnie ocali ktoś kto nie będzie wrogiem, jakiś miejscowy mieszczanin, chłop, rolnik? Tylko, że w takiej sytuacji sam decydujesz o swojej śmierci nie ktoś za Ciebie... Tylko jak u góry powiedziano śmierć jest całkowicie chorą sytuacją, więc po co się w nią ładowałeś?
 
 
quend din
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-11, 08:01   

żle się wysłowiłem ale też nie wyjaśniłem że przez nich zginęło prawie 25 W TYDZIEŃ.Więc pod pewnym względem jakby go nie dorwali to by poszło jeszcze kilkadziesiąt osób ,lecz masz rację tacy tyrani też są straszni. A co do tej zręczności to kamieniem oberwałem w wieku niecałych 13 lat i dopiero kilka miesięcy temu wyszedłem ze szpitala i dopiero od paru tygodni moge sam chodzić bo nie umiałem złapać równowagi. W kwesti zwierząt to jak np widzę martwą matkę to zabieram do siebie i staram ocalić. W połowie przypadków się udaje ,a reszta umiera z tęsknoty. To prawda byłbym hipokrytą gdybym je zabijał po tym jak lis który nie chciał ode mnie odejść poświęcił sie żeby ocalić mnie przed żmiją czy innym lisem(wściekłym). ale jak sarna ze złamaną nogą i na wpół zjedzona to i tak by zginęła a tak oszczędza się jej wielu godzin cierpienia.
 
 
legomir
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-11, 09:28   

A to ciekawe 25. ludzi zabił i nie trąbili o tym w telewizji na okrągło ale to pewnie dlatego, że policja zapomniała wszcząć śledztwo ;)
 
 
quend din
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-11, 09:31   

trąbili o tym ale ino jeden dzień.Co do tych 23-24 to większość popełniła samobójstwa
 
 
legomir
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-11, 09:40   

Zabili samobójców no, no to sie zaczyna robić ciekawe ;) Nie było tam czasem człowieka o nazwisku Woland? A może to było seppuku?
 
 
quend din
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-11, 09:49   

nie było go tam. A tak wogule co ma znaczyć że zaczyna się robić ciekawie?
 
 
Seonaid
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-12, 12:55   

kiedyś chciałam iść do wojska...ale uświadomiłam sobie, że nie chcę się uczyć jak zabijać innych (mimo, że wojsko czasem i pomaga)

przykazanie...a ilu jest prawdziwych katolików/chrześcijan?...jeśli wierzysz naprawdę do zrobisz wszystko, żeby nie zabić..może łatwiej więc być ateistą?

instynkt, strach...mimo wszystko czasem nie da przezwyciężyć się pierwotnego instynktu...tylko, że jesteśmy ludźmi, więc możemy z tym walczyć, próbować...używanie przemocy, a więc i zabijanie świadczy o słabości, bezradności - bo nie potrafimy w inny sposób czegoś uzyskać..łatwa droga, tylko do czego tak naprawdę?

i co z eutanazją? kiedy patrzysz na ukochaną osobę, która cierpi w bólu, nie może wytrzymać, kiedy wiadomo, że to tylko kwestia czasu, a ktoś naprawdę się męczy?
--------------------------------

ja tylko mam nadzieję, ze nie wymyślą kolejnej wojny w następstwie obecnego kryzysu ekonomicznego...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group